piątek, 4 lipca 2014

Post próbny

Gdy się budzę, czuje, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć. Wyciągam rękę w poszukiwaniu Prim, ale dotykam tylko szorstkiego płótna materaca. Na pewno przyśnił się jej koszmar, wiec poszła do łóżka mamy. Oczywiście, że tak. Dziś dożynki. Podpieram się na łokciu. W pokoju jest już na tyle jasno, że je widzę. Moja młodsza siostra Prim zwinęła się jak embrion i wtuliła w mamę, przywarły do siebie policzkami. We śnie mama wygląda młodziej, nadal wydaje się zmęczona, ale nie taka sterana. Prim ma twarz świeżą jak poranek i śliczną, jak prymulka, na której cześć dostała imię. Mama też kiedyś była wyjątkowo piękna. Tak przynajmniej słyszałam. U kolan Prim siedzi najbrzydszy kot świata, jej strażnik. Ma miażdżony nos i oczy w kolorze gnijącego kabaczka, brak mu połowy ucha. Prim nazwała go Jaskier, bo się upiera, że jego brudnożółte futro ma taki sam kolor jak ten kwiatek. Jaskier mnie nie cierpi, a przynajmniej mi nie ufa. Minęło wiele lat, ale chyba pamięta, że próbowałam zafundować mu śmierć w wiadrze pełnym wody, kiedy Prim przyniosła go do domu — zabiedzonego, zapchlonego kociaka o zarobaczonym i spuchniętym brzuchu. Tylko tego mi brakowało, jeszcze jednej gęby do wykarmienia. Prim jednak tak bardzo błagała, a nawet płakała, że musiał zostać. Właściwie dobrze się stało, mama wyleczyła go z pasożytów i zrobił się z niego zawodowy myśliwy. Poluje na myszy, czasem nawet zdoła dopaść szczura. Bywa, że gdy 2patroszy lupy, rzucam mu podroby. Przestał na mnie prychać.
Są podroby — nie ma prychania.Na cieplejsze relacje oboje nie mamy co liczyć. Zwieszam nogi z łóżka i wskakuję w myśliwskie buty. Elastyczna skóra dostosowała się do kształtu moich stóp. Wciągam na siebie spodnie, koszulę, upycham długi, ciemny warkocz pod czapkę i chwytam chlebak. Na stole, pod drewnianą miską, która chroni żywność przed wygłodniałymi szczurami i kotami, leży kawał wyśmienitego koziego sera, owinięty w liście bazylii. Prezent od Prim, na dożynki. Ostrożnie wkładam ser do kieszeni i wychodzę z domu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz